wtorek, 19 września 2017

Urocze wakacje | Natalia Rolleczek

"Ale ja nie jestem odważna...
Jeśli zdobywam się na coś odważnego, to jedynie ze strachu..."
Jeśli coś uroczego przyszłoby wymienić mi z Uroczych wakacji, to bynajmniej nie będą to tytułowe ("urocze") wakacje na pierwszy ogień pójdą narracyjne dowcip i błyskotliwość. Natalia Rolleczek, bohaterka własnej historii, operuje językiem giętkim i rozmyślnym. Uroczo (sic!) przystającym do jej czasów, acz nie staroświeckim. Barwnymi, często ironicznymi zwrotami i spostrzeżeniami okrasza szarą rzeczywistość, prozę życia lat siedemdziesiątych. Lawiruje między żywą relacją z rodzinnego urlopu nad morzem a wspomnieniami; jedno zaś równie gorzkie, co drugie, chociaż w słowach autorki nabiera zabawnego wydźwięku.

Powtórzę się — są lata siedemdziesiąte, szary PRL. Natalia z mężem Bogumiłem postanawiają w te wakacje nie ruszać się z domu (jak im doradzono), chociaż po cichu każde z nich robi zapasy żywieniowe (przezornie albo z przyzwyczajenia). I tak, gdy zapada spontaniczna decyzja o wypadzie do Bułgarii, są gotowi na tyle, że nie mogą zmieścić wszystkiego do auta. Gdy już ostatni przedmiot, który Natalia planuje sprzedać za granicą (choćby po to, by mieć na arbuzy), zostanie misternie upchany do bagażnika, a marudni synowie, którzy powracali z własnych wyjazdów, zniewoleni przez matkę cała czteroosobowa rodzina wyrusza w kilkudniową podróż, by stać godzinami na granicy, jeździć nieprzejezdnymi drogami, naprawiać zepsuty samochód i wylądować w końcu nigdzie indziej, jak w... piachu. Oczywiście piachu na słonecznej bułgarskiej (tłumnej) plaży. Zabawne tarapaty, w jakie wpadają urlopowicze, jak i trud podróży, która bardziej przypomina mordęgę niż wypoczynek, stanowią pewien pretekst do opowiedzenia przez Rolleczek innych historii. Co dziwne, historii trochę ad hoc. Są to bowiem wspomnienia z życia narratorki, głównie z jej czasów młodości, czasów wojny, mieszkania u sióstr zakonnych. Jest to również opowieść o jej niewidomym, utalentowanym muzycznie ojcu oraz wyraz żalu za zmarłą siostrą Łucją. 

Urocze wakacje to nie tylko (albo nie głównie) obraz typowo peerelowskiego urlopu przeciętnej polskiej rodziny za granicą kraju (a to, przyznaję, szczególnie mnie interesowało), ale pewna fetyszyzacja wspomnień. Narratorka nie tyle przywołuje "przy okazji" pewne wydarzenia ze swojego życia, ale daje się im bezgranicznie ponosić, wywołując w czytelniku wrażenie, jakoby bujała w obłokach, a sprawy codzienności uroczo bagatelizowała. Jednak mi imponowało jej podejście do wychowania synów i do całej tej podróży. A może to po prostu bardzo dobra, podkoloryzowana lekko proza.


Panna od Słów szczególnie poleca:  

Urocze wakacje
Natalia Rolleczek
Wydawnictwo Literackie
Rok wyd. 1972
s. 244

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Panna od Słów , Blogger