czwartek, 14 grudnia 2017

Literackie podsumowanie początku jesieni

Literackie podsumowanie początku jesieni
Witajcie po długiej przerwie! Osoby, które śledziły profil Panny od Słów na Facebooku wiedzą, że moja przerwa w blogowaniu jest (była) spowodowana nową pracą, jakiej musiałam poświęcić wiele energii, również w czasie prywatnym. To nie jest jakieś oryginalne wytłumaczenie, a jedynie proza życia, jednak winna Wam jestem przeprosiny oraz... podziękowania. Nieoczekiwanie, mimo blogowego zastoju i niedługiego stażu, Panna od Słów zdobyła wielu fanów na Facebooku i wciąż odnotowuje sporo wyświetleń. To dla mnie wystarczająca motywacja, by wrócić do dzielenia się wrażeniami z przeczytanych lektur. 

Postanowiłam zrobić szybki przegląd literatury, do której sięgałam we wrześniu oraz w październiku. W kilku słowach opowiem o tym, co ujęło mnie w danej książce, czego nie mogłam przeskoczyć, a co sprowokowało do dłuższych przemyśleń.

Panna od Słów bardzo poleca:

Obłędne, metafizyczne, mityczne, ponadczasowe. Trudno odnaleźć odpowiednie epitety dla dziwnej i zachwycającej Anny in w grobowcach świata Olgi Tokarczuk, która zawładnęła moim umysłem na dobrych kilka jesiennych dni. Metaforyczne zejście do podziemi, oparte o prastary mit o sumeryjskiej bogini Inannie, staje się współczesną podróżą w głąb ludzkich mroków. Nie tylko pomysł, ale i wspaniały tokarczukowy styl nakarmiły mnie do syta. 

Mocne, obrzydliwe (nie zawsze dosłownie), wulgarne, może nawet obrazoburcze. Mimowolnie nasuwa mi się słowo: smakowite. Opowiadania Leny Kitsopoulou ze zbioru Nietoperze. Aqua Velva



Jeszcze w myśl Lata z literaturą amerykańską przeczytałam Serca Atlantydów Stephena Kinga, kojarzonego raczej z literackim horrorem, albo z cyklem Mroczna wieża, niż z dramatem, czy prozą obyczajową. W tym przypadku mamy do czynienia z prozą niepozbawioną elementów łagodnej grozy choć nie do końca dosłownej. Podobało mi się obserwowanie spokojnych amerykańskich miasteczek lat 60 i 70., a w nich zwyczajnych ludzi uwikłanych często w mało znaczące historie, jednak ta rozwleczona obyczajowość, podsycana pewną niezwykłością, nie zaspokoiła mojego literackiego głodu.


Panna od Słów nie poleca:

Rzadko zdarza mi się czytać książki, które kompletnie nie trafiają w mój gust. Najczęstszym miernikiem przy wyborze jest moja własna intuicja, ale czasem słucham też głosów otoczenia. Na przykład takich niewinnych poleceń. I tak trafił do mnie Łukasz Orbitowski z polecenia. Wiem, że ów autor bywa lubiany, i podejrzewam, że jest za co. Jednak moje spotkanie ze Szczęśliwą ziemią nie miało nic wspólnego ze szczęściem. Zniosłabym jeszcze łączenie obyczajowości z fantastyką, a nawet z horrorem, ale przekombinowanego stylu znieść nie zdołam, jakom miłośniczka pięknej polskiej mowy. Niestety, moje pierwsze spotkanie z autorem nie było obiecujące.

wtorek, 19 września 2017

Urocze wakacje | Natalia Rolleczek

Urocze wakacje | Natalia Rolleczek
"Ale ja nie jestem odważna...
Jeśli zdobywam się na coś odważnego, to jedynie ze strachu..."
Jeśli coś uroczego przyszłoby wymienić mi z Uroczych wakacji, to bynajmniej nie będą to tytułowe ("urocze") wakacje na pierwszy ogień pójdą narracyjne dowcip i błyskotliwość. Natalia Rolleczek, bohaterka własnej historii, operuje językiem giętkim i rozmyślnym. Uroczo (sic!) przystającym do jej czasów, acz nie staroświeckim. Barwnymi, często ironicznymi zwrotami i spostrzeżeniami okrasza szarą rzeczywistość, prozę życia lat siedemdziesiątych. Lawiruje między żywą relacją z rodzinnego urlopu nad morzem a wspomnieniami; jedno zaś równie gorzkie, co drugie, chociaż w słowach autorki nabiera zabawnego wydźwięku.

Powtórzę się — są lata siedemdziesiąte, szary PRL. Natalia z mężem Bogumiłem postanawiają w te wakacje nie ruszać się z domu (jak im doradzono), chociaż po cichu każde z nich robi zapasy żywieniowe (przezornie albo z przyzwyczajenia). I tak, gdy zapada spontaniczna decyzja o wypadzie do Bułgarii, są gotowi na tyle, że nie mogą zmieścić wszystkiego do auta. Gdy już ostatni przedmiot, który Natalia planuje sprzedać za granicą (choćby po to, by mieć na arbuzy), zostanie misternie upchany do bagażnika, a marudni synowie, którzy powracali z własnych wyjazdów, zniewoleni przez matkę cała czteroosobowa rodzina wyrusza w kilkudniową podróż, by stać godzinami na granicy, jeździć nieprzejezdnymi drogami, naprawiać zepsuty samochód i wylądować w końcu nigdzie indziej, jak w... piachu. Oczywiście piachu na słonecznej bułgarskiej (tłumnej) plaży. Zabawne tarapaty, w jakie wpadają urlopowicze, jak i trud podróży, która bardziej przypomina mordęgę niż wypoczynek, stanowią pewien pretekst do opowiedzenia przez Rolleczek innych historii. Co dziwne, historii trochę ad hoc. Są to bowiem wspomnienia z życia narratorki, głównie z jej czasów młodości, czasów wojny, mieszkania u sióstr zakonnych. Jest to również opowieść o jej niewidomym, utalentowanym muzycznie ojcu oraz wyraz żalu za zmarłą siostrą Łucją. 

Urocze wakacje to nie tylko (albo nie głównie) obraz typowo peerelowskiego urlopu przeciętnej polskiej rodziny za granicą kraju (a to, przyznaję, szczególnie mnie interesowało), ale pewna fetyszyzacja wspomnień. Narratorka nie tyle przywołuje "przy okazji" pewne wydarzenia ze swojego życia, ale daje się im bezgranicznie ponosić, wywołując w czytelniku wrażenie, jakoby bujała w obłokach, a sprawy codzienności uroczo bagatelizowała. Jednak mi imponowało jej podejście do wychowania synów i do całej tej podróży. A może to po prostu bardzo dobra, podkoloryzowana lekko proza.


Panna od Słów szczególnie poleca:  

Urocze wakacje
Natalia Rolleczek
Wydawnictwo Literackie
Rok wyd. 1972
s. 244

niedziela, 17 września 2017

Listy do domu | Sylvia Plath

Listy do domu | Sylvia Plath
"Pomyśl tylko, jak niewielką cząstkę życia
spędzamy z tymi, których naprawdę kochamy."

Kiedy myślę o Sylvii Plath, widzę przed oczami Esther Greenwood ze Szklanego klosza, alter ego samej autorki, która podobnie jak bohaterka jej książki, popełnia samobójstwo w 1963 roku. Niepokojące wiersze Plath oraz znajomość pewnych faktów z jej życia, rodzą przekonanie, że biograficzne listy, kierowane głównie do matki, powinny odzwierciedlać stan lub choćby drogę do stanu, który wpłynął na przyszłe tragiczne wydarzenia. Nic bardziej mylnego. 

Zmieszanie, jakie przeżyłam podczas lektury Listów do domu Sylvii Plath trochę zniechęciło mnie do czytania. Spodziewałam się wyzierających z listów smutku, przygnębiania, negatywnego nastawienia do ludzi i świata, mniejszych lub większych stanów depresji. I choć nie tego życzyłabym autorce — przeciwnie, cieszyłabym się na radosne listowne przekazy listy osobiste przyszłej samobójczyni kojarzą się w istocie dość jednoznacznie. Problemy Sylvii nie były literacką imaginacją. Pragnęłam poznać prawdziwe motywy i mroki jej skomplikowanej psychiki. Tymczasem co jakiś czas zatrzymywały mnie zwroty typu "jestem szczęśliwa", czy "lubię tu wszystkich". 

Po krótkim rozczarowaniu — wywołanym jedynie zaburzonym obrazem osobowości znanej autorki doszłam do wniosku, że zagram z Plath w tę jej farsę. Czym innym bowiem mogły być słowa niegasnącego entuzjazmu, pogody i chartu ducha, mimo narastających prozaicznych trosk nękających Sylvię? W Listach poznajemy losy młodej dziewczyny na tle literackiego życia Anglii i Ameryki lat pięćdziesiątych. Biograficzne relacje przebierają formę powieści. Rzeczywiście, dostrzegamy przeobrażenia psychiki autorki, jednak ton korespondencji wciąż utrzymuje się na podobnym poziomie. Dużo tu życia, entuzjazmu, optymizmu, nieskrywanych pragnień. Nasuwa się myśl, że mimo bardzo osobistych wyznań, Sylvia nie miała dobrego kontaktu z matką, a listy były pisane na pokaz, albo w trosce o jej bliskich. Zakończenie publikacji nie daje jednoznacznej odpowiedzi co do losów autorki. Tego możemy się łatwo domyślić. Przyznaję, że Listy do domu czytało mi się przyjemnie, ale w mojej głowie pozostała dziwna konsternacja.


 Panna od Słów (mimo wszystko) poleca:

Listy do domu
(Letters Home)
Sylvia Plath
przeł. Ewa Krasińska
Wydawnictwo Czytelnik
Rok wyd. 1982
s. 478

środa, 6 września 2017

Podróże z Charleyem | John Steinbeck

Podróże z Charleyem | John Steinbeck
"I wtedy zobaczyłem to, co miałem widzieć tylokrotnie w ciągu podróży — wyraz tęsknoty.
— Boże! Chciałbym też pojechać.
— Nie podoba się panu tutaj?
— Owszem. Dobrze jest, ale chciałbym pojechać.
— Nawet pan nie wie, dokąd jadę.

— Obojętne. Chciałbym pojechać gdziekolwiek."

W latach 60. autor kultowych Myszy i ludzi postanawia wyruszyć w głąb Ameryki i zrewidować własne przekonania o tym kraju-potworze, o którym tak często pisze; zrozumieć jego przemiany i odczuć go na nowo na własnej skórze. Dostaje ciężarówkę z domkiem mieszkalnym (jak określa swojego kampera) i nazywa ją Rosynantem (imię rumaka Don Kichota). W drogę zaś zabiera ze sobą starego pudla francuskiego tytułowego Charleya. Nie będzie to jednak pełna spektakularnych przygód, niebezpieczna wyprawa. Steinbeck oszczędzi nam również filozoficznych wynurzeń, czy głębszych analiz amerykańskiego społeczeństwa, chociaż z jego podróży powstanie klarowny obraz Ameryki współczesny jego czasom. Na wierzch wypłyną jej wszelkie bolączki (chociażby rasizm, czy podziały społeczne), ale i przejawy dobroci (jak taka gościnność). Podróże z Charleyem to niemal metodyczny, spokojny zapis zdarzeń, relacji z rozmów z napotykanymi po drodze ludźmi oraz barwne opisy przyrody i umykającego krajobrazu. Z pióra 58-letniego Steinbecka płynie dojrzałe wyważenie, opanowanie, ale i wciąż młodzieńcza ciekawość świata.

Niektórym trudno jest wyplenić z siebie naturalną potrzebę bycia w innym miejscu, niż obecne, nieustannego zawieszenia w stanie podróży, zmieniania perspektyw, nutę włóczęgostwa. Johna Steinbecka nie "uleczył" z tej dolegliwości nawet wiek średni, czy ustatkowanie. Teraz, gdy jako starszy pan odważnie wyrusza w głąb olbrzymiej Ameryki, za towarzysza obierając sobie jedynie psa wiernego, ale również podeszłego w latach, czuje to samo, co kiedyś. "Odgłos odrzutowca, rozgrzewanego silnika, nawet klapotanie podkutych kopyt na bruku wywołują dawny dreszcz". Szybko okazuje się, że nie tylko jego pociąga perspektywa wyjazdu. "Prawie każdy Amerykanin pragnie zmiany miejsca", jednak nie każdy z równą ochotą ruszyłby ku czemuś, a jedynie uciekł od czegoś.

W Podróżach z Charleyem gorzka refleksja miesza się z pozytywnymi spostrzeżeniami. I chociaż dobrze czytało mi się te steinbeckowe myśli, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że niektóre jego opinie i stwierdzenia są bardzo arbitralne. Mimo że Steinbeck był otwarty i przyjaźnie nastawiony do ludzi, odczuwałam z jego strony męski, niekiedy nawet irytujący sarkazm. To jednak żadna wada, a może nawet właściwość prozy Steinbecka.


Panna od Słów poleca:

Podróże z Charleyem
(Travels with Charley: in search of America)
John Steinbeck
przeł. Bronisław Zieliński
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Rok wyd. 2014
s. 328

czwartek, 31 sierpnia 2017

Czułość końca sierpnia

Czułość końca sierpnia

Może to trochę dziwne, ale odkąd pamiętam, lubię schyłek lata. Domykanie wspomnień w wywołanych fotografiach, strząsanie z siebie wakacyjnego pyłu, chowanie stóp przed nagłym chłodem. Słońce grzeje już trochę inaczej, a powietrze nabiera ostrości i łaskocze w nozdrzach. Sierpień to delikatny i czuły długi przedsionek jesieni. Mogłabym zatopić się w nim po pas, szczypiąc palcami ciepłe źdźbła trawy, zbierać z ziemi robaczywki i wąchać jeziorną bryzę. Tegoroczny sierpień minął mi urlopowo. Wędrowałam po polskich drogach, wśród łąk i jezior, zwiedzałam bunkry i małe miasteczka. Czytałam Kerouaca, Hemingwaya i Fannie Flagg. To już drugi miesiąc, odkąd ożywiłam (również w sobie) Pannę od Słów. Dziękuję Wam serdecznie za ciepłe przyjęcie i cieszę się na myśl, że tyle jeszcze przed Nami. 

Wrzesień powoli wyłania się zza zakrętu, zwiastuje babie lato, coraz chłodniejsze zachody słońca, długie wieczory pod kocem i częściej zaparzane ciepłe herbaty. Ja wybieram mandarynkową, prażone migdały z chili, i wsiąkam w ostatnie amerykańskie lektury, które zapowiedziałam na Lato z literaturą amerykańską. Potem już tylko słodka, pomarańczowa ciemność jesieni, kolejne słowa i nowe myśli.

Od sierpnia Pannę od Słów znajdziesz również tu:

https://www.instagram.com/panna_od_slow/

http://lubimyczytac.pl/profil/1765192/panna-od-slow

Recenzje sierpniowe:
Flagg Fannie, Smażone zielone pomidory
Hemingway Ernst, Rajski ogród
Kerouac Jack, W drodze
Salinger J. D., Dziewięć opowiadań

W odwiedzinach:
Książki na plaży, recenzja książki O ziołach i zwierzętach Simony Kossak
Literackie skarby świata całego, recenzja książki Urocze wakacje Natalii Rolleczek
Między sklejonymi kartkami, recenzja książki Dom dzienny... Olgi Tokarczuk
Mniej niż 100 słów, krótko o Rzeczach, których nie wyrzuciłem Marcina Wichy
Oceniam książki po okładce, recenzja książki Spis cudzołożnic Jerzego Pilcha
Trans Książkowy, recenzja Czekając na Barbarzyńców Konstandinosa Kawafisa
Zacofany w lekturze, recenzja książki Klaudyna powraca Colette
 
Ostatnie kadry sierpnia:


Panna od Słów poleca książki na wrzesień:

Dla tych, którzy lubią mroczne, depresyjne klimaty polskich miast i polskich serc Panna od Słów poleca Ciemno, prawie noc Joanny Bator. W powieści iście wrześniowa atmosfera, chociaż trwa listopad. Wałbrzyskiej ciemności doświadcza Alicja, która przyjeżdża do swojego rodzinnego miasta, do rwących wspomnień i do zjaw. Jest ciężko, niewygodnie, jest... strasznie, ale w tym wszystkim błyszczy jakaś nadzieja. Tym, którzy we wrześniu pragną się obudzić po letnim lenistwie, Joanna Bator serwuje mocny literacki wstrząs.

Dla tych, którzy lubią wakacyjne wycieczki, bunkry i trudne historie miłosne Panna od Słów poleca Dancing w kwaterze Hitlera Andrzeja Brychta. Powojenna Polska. Ruiny kwatery Hitlera, czyli Wilczy Szaniec pod Kętrzynem oblegają tłumy turystów. Waldek wspomina Ankę, swoją dawną miłość, którą poznał podczas wycieczki rowerowej. Anka łamie mu serce (a może on pozwala Ance złamać sobie serce). Dancing może być wrześniowym wspomnieniem lata. Pięknym literacko. Ale i cierpkim.

Dla tych, którzy mieli  w planie poważniejsze lektury, ale nie chcieli zabierać ich na urlop Panna od Słów poleca


Dla tych, którzy z lżejszych wakacyjnych lektur chcą łagodnie przejść do czegoś ambitniejszego Panna od Słów poleca Śmiech za drewnianą przegrodą Janiego Virka. Smutna (ale nie rzewna) słoweńska opowieść o półgłuchym chłopcu, który chowa się za swoją własną dźwiękoszczelną przegrodą niemocy, gdzie wygodnie nie słyszy, nie widzi, nie musi do końca dorosnąć i angażować się w życie. Jedyne, w co mógłby zaangażować się młody Pavel, to kobiety. Podgląda je i podziwia ich wdzięki. A my podglądamy Pavla.
Copyright © 2016 Panna od Słów , Blogger